Jak wycenić rękodzieło

Jak zachować tę chwiejną równowagę pomiędzy opłacalnością dla twórcy a możliwościami sprzedaży? Jak wycenić rękodzieło?

Kurs decoupage krok po kroku

Kurs obrazkowy techniki decoupage dla początkujących - jeśli nie wiesz od czego zacząć, to jest post właśnie dla Ciebie. Przejrzysty tutorial krok po kroku pozwoli ci ozdobić dowolny przedmiot techniką decoupage.

Dyplom magisterski - Urban terror

Oto moja praca dyplomowa. Cykl 5 linorytów o wymiarach 50x70 cm dotyczących tematyki urbanizacji oraz anatomii miasta, a także tego co zostaje, gdy w sztucznym krajobrazie zabraknie ludzi. Mroczne i kontrastowe grafiki wykonane tradycyjnie, przy użyciu prasy drukarskiej.

Co zrobić z resztek włóczki? Pomysł 1

Pierwszy post z cyklu pozwalającego pozbyć się resztek włóczki i pojedynczych kłębków. Subiektywna lista najlepszych wzorów, które wymagają niewiele surowca.

100 dni codziennego blogowania

Moje obserwacje po 100 dniach codziennej edycji bloga. Wszystko co się udało, co nie wyszło, no i oczywiście o tym co mnie zaskoczyło...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magisterka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magisterka. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2012

Robię coś chociaż nie widać

Spodziewam się wkrótce wysypu postów, bo kilka rzeczy mam aktualnie na warsztacie. Chcecie zapytać cóż takiego? A to proszę - lista dla Was.

1. Praca magisterska
Przygotowanie do publikacji, edycja i poprawki zajmują sporo czasu, tym bardziej, że uparłam się, żeby wydać ten dokument w najlepszej formie na jaką mogę sobie pozwolić. I takim to sposobem sięgnęłam po całkiem nowy dla mnie program iBooks Author od Apple. Więc nie dość, że zmagam się z tekstem, to na dodatek obce środowisko nie ułatwia tego zadania, ale obiecuję, że będzie pięknie na koniec. Efekty są zachwycające, a publikacja będzie wyglądać naprawdę profesjonalnie. Nie mogę się doczekać momentu, kiedy będę ją mogła oddać w Wasze ręce.
Przy okazji pracy poszukuję około 12 zdjęć, które mogłyby posłużyć za okładki rozdziałów. Moje wymogi to: dobra jakość fotografii, białe tło, brak znaku wodnego i doskonała ostrość. Chciałabym, żeby zdjęcia były różnorodne i prezerntowały różne techniki lub gotowe wyroby. Jeśli macie coś do zaoferowania to czekam na kontakt w komentarzach pod postem lub na maile od Was.

2. Etui na tablet
Zostałam poproszona o wykonanie ochronnego etui przez jednego z moich przyjaciół - nowiutka nagroda w jednym z internetowych konusów musi być bezpieczna i zadbana. Dostałam wolną rękę i bardzo ogólne wytyczne, więc kombinuję. Praca posuwa się powoli do przodu, a ja jestem zadowolona z koncepcji i z rzeczywistych efektów mojej pracy. Na razie zrobiłam jednak niewiele więcej niż było ostatnio, więc nie ma co pokazywać

3. Ślimak-niespodzianka
Obiecałam przyjaciółce czapkę ślimakową. Nawet zdążyłam ją w międzyczasie wydziergać, ale nie mogę przecież jej pokazać zanim nie trafi do adresatki. A że zostało mi sporo włoczki, to postanowiłam dołożyć jeszcze małą niespodziankę. Tak, oczywiście jej też nie mogę pokazać.

sobota, 18 lutego 2012

Wreszcie się zabrałam!

W związku z tym, że dzisiejsze spotkanie robótkowe nie doszło do skutku, a Mój Mężczyzna pojechał do domu spędzać czas z rodziną, okazał się, że mam dużo czasu dla siebie. I ze zdziwieniem zauważam, że bardzo mi takich momentów brakowało - bez wyrzutów sumienia robię nic, nacieszam się ciszą wokół mnie, nic nie muszę i chociaż mam sporą listę potencjalnych zajęć, to każde z nich ma dopisek "jeśli mi się zachce" zamiast "pilne"

I tak od rana udało mi się przeklikać przez sieciowe zaległości, zrobić spory kawałek obiecanego etui na tablet (1/3 już jest), wysłuchać świetnej, 40-minutowej prezentacji, pogadać przez chwilę z Moim Mężczyzną przez telefon, umówić się na wieczór z przyjaciółmi, zaplanować zmiany na blogu i posegregować wydrukowane wzory. Do tego ostra selekcja zdjęć pozostających na karcie w aparacie oraz grupowanie tych, które przetrzymuję na dysku. No i jeszcze rozwiązanie problemu walających się wszędzie niedokończonych robótek, które doprowadzają mnie do rozpaczy. Zapomniałabym - przecież policzyłam dziś jeszcze rzędy rękawów w Esmeraldzie, więc jej koniec jest już bliski... A to wszystko w mniej niż 4 godziny, w ramach nicnierobienia :)

Żeby nie być gołosłownym - tak oto prezentuje się szydełkowe etui:

Wzory posegregowałam typami - mam więc szale i chusty, czapki oraz swetry. Zwróćcie uwagę ile mam tam jeszcze wolnych przegródek ;-) A tak wyglądają poukładane wzory:


A przede mną jeszcze dziś jeśli zdążę sesja fotograficzna dla rzeczy, które do tej pory nie doczekały się zdjęć, dodanie zaległych przedmiotów na Etsy i próba ustalenia jakiegoś planu sukcesywnego wykańczania UFOków pochowanych po kątach. Przydałoby się też nadgonić nieco zajęcia gospodarcze...

Piszę Wam o tym, bo to pierwszy dzień kiedy chce mi się zrobić cokolwiek od długiego czasu. I bardzo mnie to cieszy.

Dodatkowo w ramach ogólnego krzątania się i załatwiania zaległości na jutro mam zaplanowaną edycję mojej pracy magisterskiej, złożenie jej w całość i publikację na blogu w najbliższej przyszłości w opcji dostępnej bezpłatnie dla wszystkich zainteresowanych. Pamiętacie w ogóle jeszcze o tej mojej obietnicy? Macie ochotę poczytać?

wtorek, 20 grudnia 2011

Urban terror - dyplom magisterski

Oto moja praca dyplomowa. Cykl 5 linorytów o wymiarach 50x70 cm dotyczących tematyki urbanizacji, odejścia cywilizacji ludzkiej od natury oraz anatomii miasta, a także tego co zostaje, gdy w sztucznym krajobrazie zabraknie ludzi. Temat ogólnie dość ciężki, ale po przejściach z poprzednią koncepcją nie miałam ochoty na nic weselszego. Na blogu siłą rzeczy prace prezentowane są jedna pod drugą, ale najlepiej wyglądają ułożone w jednym rzędzie, obok siebie, bo praca nr 3 (jedyna w orientacji pionowej) fajnie przełamuje monotonie, dwa widoki architektury wydają się tulić do siebie, a skrajne przedstawienia wnętrz (nr 1 i 5) ładnie okalają całość.
Przepraszam za jakość zdjęć - w Opolu przy okazji obrony chciałam zrobić lepsze, ale nie dałam rady. Mam nadzieję, że po nowym roku znajdę czas na wizytę w pracowni i będę mieć nowe odbitki, wtedy może uda mi się zorganizować kolejną sesję.
A teraz wreszcie zapraszam do oglądania (aby zobaczyć zdjęcia w naprawdę dużej rozdzielczości wystarczy kliknąć któreś z nich)...





Moja ulubiona praca to przedostatni Linoryt, Mój Mężczyzna najbardziej upodobał sobie numer dwa. A Wam który wzór najbardziej przypadł do gustu?

sobota, 17 grudnia 2011

Magister sztuki!

Od dziś oficjalnie mogę posługiwać sie tym tytułem w kontaktach ze światem - dwa lata ciężkiej pracy wreszcie się skończyły, a ja jakoś nie czuję wcale dużej zmiany... I nie poczuje nadal - dyplom nie będzie miał wpływu na moją pracę, wynagrodzenie, pozycje w firmie, ani cokolwiek takiego, bo pracuję w zupełnie innej branży niż się kształciłam...



Jestem koszmarnie zmęczona, bo wstałam przed 5 rano. Zła, bo oczywiście nie obyło się bez krzywych akcji w szkole, nawet dzisiaj, w tak ważnym dniu. I dopiero na ostatnim miejscu zadowolona z siebie, bo studia skończyłam z oceną 4.5

Chciałam jeszcze raz w tym miejscu podziękować wszystkim osobom, które przyczyniły się w jakiś sposób do powstania mojej pracy magisterskiej - jest ich zbyt dużo by wymienić każdą z nich...

Przy okazji informuję też wszystkich zainteresowanych, że jeszcze w tym roku (albo na początku przyszłego) na blogu pojawi się zakładka, gdzie będzie można pobrać plik PDF z moją pracą magisterską pt.: "Pomiędzy sztuką a rzemiosłem - rękodzieło w polskim internecie". Zaglądajcie więc na bloga co jakiś czas, jeśli jesteście zainteresowani tematem.

czwartek, 8 grudnia 2011

Udało się!

Udało się wyciąć wszystkie 5 matryc i uzyskać czyste, ładne odbitki. Niestety kosztowało mnie to mnóstwo nerwów, do ostatniej chwili walczyłam z czasem i wzorami. W końcu rzutem na taśmę skończyłam wszystko.
Dziś, w ciągu kilku godzin, ważyły się losy całych moich studiów...

Ostatnie działania związane z dyplomem jutro - fotografowanie, dokumentacja, opis, oprawa. Ale to już detale...

Dziękuję w tym miejscu za wsparcie i wszystkie ciepłe słowa.  To naprawdę pomagało w pracy!
A teraz uciekam, bo zaraz walnę głową w klawiaturę ze zmęczenia.
Gdy osiągnęłam cel poczułam się jakby ktoś mi wyciągnął baterie...

środa, 7 grudnia 2011

Pomysły i postępy...

Praca nad linorytami ma jednak pewną zaletę - zajęte są ręce, ale nie umysł, który może krążyć wokół różnych tematów. I czasem zdarza się po prostu olśnienie! Taka sytuacja miała miejsce u mnie dziś - mogę tylko powiedzieć, że wszystko jest związane z przędzeniem i wełną. Reszta to tajemnica, przynajmniej do momentu, kiedy sytuacja się wyklaruje. 

Przy okazji pokaże Wam próbkę drutową mojej pierwszej uprzędzionej włóczki. Jest baardzooo nierówna, więc nie zdziwcie się nietypowym kształtem - dzianina jest robiona prosto na drutach 3mm, to różnice w grubości pasma powodują zniekształcenia. Postanowiłam nie naciągać jej i nie blokować. Kształt skojarzył mi się z wielkim cukierkiem w papierku, więc postanowiłam nie walczyć z tym, tylko to podkreślić. Próbka zostanie wypchana i zawiśnie na choince, na wieczną rzeczy pamiątkę! Tak wygląda na płasko:


A pokrowiec na komórkę zrobię sobie z czego innego - tym bardziej, że po niedawnym poście o etui pomysłów mi nie brakuje :) 


Postępy pracy nad linorytami są, choć idzie to niebezpiecznie wolno (przez to, że wczoraj padłam jak zabita wieczorem i przespałam 8 godzin). Czeka mnie być może dzisiaj znów nieprzespana noc, by zdążyć do jutra... Ale nie mam innego wyjścia.


Stan dyplomu: (dzień 07.12.2011, godz: 13:30):
Linoryt 01 - 100% + czysta odbitka
Linoryt 02 - 100% + czysta odbitka
Linoryt 03 - 100% + czysta odbitka
Linoryt 04 - 95%
Linoryt 05 - 0%

wtorek, 6 grudnia 2011

Wieści z frontu

Nie jest źle, ale nie jest też dobrze.
Mam niewielki zapas czasowy, ale boję się różnych nieprzewidzianych zdarzeń (jestem specjalistką od potknięć na ostatniej prostej) dlatego też zdecydowałam się na urlop do końca tygodnia. Dzięki temu wszystko uda się dopiąć na ostatni guzik...

Poza tym mam zaległe zdjęcia dla Was - w sobotę spotkałam się z robótkomaniaczkami, ale tym razem nie robiłam na drutach, tylko przędłam. Niteczka mi wychodziła zdecydowanie równiejsza i ładniejsza niż wcześniej co mnie bardzo cieszy, a kolory z melanżowej czesanki ładnie się przenikają...
Chyba odkryłam nowy sposób na "marnowanie" dowolnych ilości czasu...

Warto zobaczyć z bliska szczególnie pierwsze zdjęcie, żeby przyjrzeć się strukturze powstającej podczas przędzenia włóczki. Coś niesamowitego...

Na koniec jeszcze stan prac nad dyplomem (na godzinę 13:15)  :
Linoryt 01 - 100%
Linoryt 02 - 100%
Linoryt 03 - 100%
Linoryt 04 - 80%
Linoryt 05 - 0%

Po południu idę do pracowni graficznej, więc może jeszcze dziś uzupełnię powyższe zestawienie jeśli chodzi o dane dotyczący odbitek na czysto, gotowych do prezentacji komisji na obronie.

EDIT 21:00
Po Mikołajkowych zakupach dla mojego mężczyzny wreszcie wróciliśmy do domu... Niestety nie mogłam wcześniej zadbać o prezenty, więc improwizowałam na ostatnią chwilę :-P
Ale już z lekkim sercem, bo 3 gotowe odbitki czekają na transport z pracowni do domu... To był dobry i pracowity dzień, który skończę jednak dziś szybciej niż wczorajszy, bo niedospana noc mocno daje mi w kość. Teraz czas na chwilę przerwy z drutami, potem jeszcze chwilę powycinam i spać!

niedziela, 4 grudnia 2011

Wyścig z czasem...

Terminy są nieubłagane...

W piątek udało mi się złożyć pracę magisterską, ale teraz pozostaje jeszcze dyplom. Czasu jest coraz mniej, a praca postępuje powoli. Znów czeka mnie walka, co do której rezultatu nie mam pewności...

Boję się, że nie zdążę...

Stan prac na ten moment:
Linoryt 01 - 100%
Linoryt 02 - 100%
Linoryt 03 - 100%
Linoryt 04 - 30%
Linoryt 05 - 0%

piątek, 2 grudnia 2011

Zwykła, ludzka życzliwość...

... drobiazg, a potrafi zmienić tak wiele.

Dzisiejszy post chcę poświęcić dwóm osobom - po pierwsze promotorowi dr. Kazimierzowi Ożogowi, bez którego moja, dziś złożona, praca magisterska na pewno by nie powstała. Jego stoicki spokój, wyrozumiałość i bezproblemowość, rzeczowe dyskusje, konstruktywna krytyka oraz prawdziwy entuzjazm spowodowały, że mimo poprawkowego terminu praca jest świetna do czego muszę się Wam nieskromnie przyznać.

Drugim bohaterem dnia dzisiejszego została Pani ze sklepu Kreateria, część z Was pewnie go zna z internetu, ja natomiast czasem zaglądam do realnego sklepu, który mieści się niedaleko Rynku we Wrocławiu. Tak było też dziś. Ale od początku...
Nie mogłam się doczekać mojego zestawu wrzecion z USA, zamówione zaraz przed świętem dziękczynienia, wysłane zostały dopiero na początku tygodnia, więc zaczęłam kombinować jak by je tak tymczasowo zamienić. No i wymyśliłam - potrzebuję mątewki. A że na Jarmarku świątecznym tradycyjnie jest stoisko drewniane, to kupiłam sobie dziś aż dwie :) Ale kawałek drewna to nie wszystko, potrzeba jeszcze haczyka... I tu zaczęły się schody... Do nigdzie nie ma takich małych haczyków, wszyscy wiedzą o co mi chodzi, ale nikt nie ma! Kupiłam więc całkiem spore haki z kołkami rozporowymi (dwukrotnie większe niż potrzeba) i powędrowałam do Kreaterii po czesankę. I podczas zakupów nie licząc już wcale na sukces zapytałam pani, czy może nie ma takich małych haczyków, bo ja już wszędzie pytałam i nikt nie ma i dramat. No i Pani mi znalazła gdzieś w swoich zasobach szufladowych. DWIE SZTUKI!



Pewnie bym się aż tak tym mnie emocjonowała, gdyby nie fakt, że dzięki temu pierwszy raz w życiu mogłam dziś prząść! Moje wrzeciono jest prymitywne, szybko traci obroty i w ogóle, ale jest! Już je mam w łapkach i mogę się bawić. Efekty widoczne powyżej :)

UPDATE
Oto mój pierwszy samodzielnie uprzędziony kłębek - waga około 20/25 gram/ 25 metrów


I mam pytanie do prządek - co zrobić z taką włóczką, żeby się nie rozplatała i rozkręcała? Wyprać czy wystarczy zacząć przerabiać na drutach tak jak jest?

wtorek, 29 listopada 2011

Wyniki candy jesiennego

Liście widoczne na zdjęciu wędrują do...


A nie jednak nie. Najpierw lista rankingowa:
Shiart Pisze.. 7 listopada 2011 19:46
Shiart pisze... 7 listopada 2011 19:46 (udostępnienie)
Anonimowy (dorota) 7 listopada 2011 19:59
Anonimowy (dorota) 7 listopada 2011 19:59 (udostępnienie)
glinka121 pisze... 7 listopada 2011 19:46
glinka121 pisze... 7 listopada 2011 19:46 (udostępnienie)
Anonimowy (inka000) pisze... 7 listopada 2011 20:46
Anonimowy (inka000) pisze... 7 listopada 2011 20:46 (udostępnienie)
Duditka pisze... 7 listopada 2011 21:10
reni pisze... 7 listopada 2011 21:11
reni pisze... 7 listopada 2011 21:11 (udostępnione)
Anna pisze... 7 listopada 2011 21:46
Anna pisze... 7 listopada 2011 21:46 (udostępnione)
bonna pisze... 7 listopada 2011 22:53
ROMA Pisze... 8 listopada 2011 09:48
Anonimowy (liliowa) pisze... 8 listopada 2011 12:44
pesymistka13 pisze... 8 listopada 2011 17:45
Anonimowy (quitemaxwork) pisze... 8 listopada 2011 21:05
Anonimowy (sjulluk) pisze... 8 listopada 2011 21:09
Czarna Lola pisze... 8 listopada 2011 21:25
Czarna Lola pisze... 8 listopada 2011 21:29 (udostępnienie)
Anek73 pisze... 8 listopada 2011 22:32
Anek73 pisze... 8 listopada 2011 22:32 (udostępnienie)
wieczka pisze... 9 listopada 2011 09:04
woalka pisze... 10 listopada 2011 10:20
woalka pisze... 10 listopada 2011 10:20 (udostępnienie)
villemo pisze... 10 listopada 2011 14:16
villemo pisze... 10 listopada 2011 14:16 (udostępnienie)
Anonimowy (magdaplawiak) pisze... 10 listopada 2011 19:51
kamarek pisze... 10 listopada 2011 22:35
raeszka pisze... 11 listopada 2011 18:24
Zuza pisze... 11 listopada 2011 20:32
Bożena pisze... 12 listopada 2011 08:20
Tina pisze... 12 listopada 2011 13:09
Kankanka pisze... 12 listopada 2011 20:38
barbaratoja pisze... 13 listopada 2011 14:48
hand made by pstro pisze... 13 listopada 2011 14:57
rachel pisze... 13 listopada 2011 21:00
ciapara pisze... 15 listopada 2011 10:08
alicja11 pisze... 17 listopada 2011 07:40
Anonimowy (renig) pisze... 18 listopada 2011 18:40
jagodaj pisze... 23 listopada 2011 10:05
esophie pisze... 23 listopada 2011 10:09
esophie pisze... 23 listopada 2011 10:11 (udostępnienie)
MozAnna pisze... 23 listopada 2011 11:55
magdowo pisze... 23 listopada 2011 16:42
Kathinna pisze... 24 listopada 2011 18:55
PAKMA pisze... 25 listopada 2011 12:41
irenka pisze... 26 listopada 2011 22:39
Kaśka pisze... 27 listopada 2011 12:12
AgapeArt pisze... 27 listopada 2011 16:58
SkySweet pisze... 27 listopada 2011 21:23
pando-ra pisze... 27 listopada 2011 23:16 
A teraz losowanie dziś wyjątkowo online, a nie przy pomocy Pewnego Sierotka. Serwis Random.org był dziś łaskawy dla . Gratuluję i czekam maila z adresem wysyłki.

 Na koniec tylko napiszę małymi literkami, że skończyłam pisać pracę magisterską. Teraz czekają mnie ostatnie poprawki i w piątek będę składać :)

sobota, 19 listopada 2011

Dopuszczająca

... komisja uznała, że być może nadaję się jednak na magistra sztuki.

Oczywiście nie zabrakło niespodzianek - tym razem największą stał się termin złożenia gotowych prac. Czeka mnie kolejne 2 tygodnie wyjęte z życiorysu. Już nie mogę się doczekać :/

piątek, 18 listopada 2011

Dzień wykańczania

Dzisiejszy dzień mnie wykończył, stąd tytuł posta. Ale nie tylko...

Po pierwsze rzutem na taśmę udało mi się dziś skończyć trzeci linoryt i uzyskać czyste odbitki wszystkich trzech matryc, które muszę mieć na jutro. Szkoda tylko, ze w pracowni było tyle ludzi, bo trudno było pracować i wszyscy sobie nawzajem przeszkadzali. dałam z siebie wszystko i jeszcze troszeczkę przy wycinaniu, co przy pracy skutkuje bólem kciuka w prawej dłoni. Mam nadzieję, że kilka dni przerwy załatwi sprawę... Martwi mnie trochę, że odczuwam ból także przy drutowaniu. Może przeproszę się z szydełkiem na ten czas...

Wiele pokazać nie mogę, ale fragment na pewno nie zaszkodzi. Oto mój dyplom:


A po drugie, gdy wróciłam z pracowni wreszcie mogłam siąść z drutami bez wyrzutów sumienia. No i skończyłam otulacz liliowy! Jest śliczny, aż żałuję, że nie korzystam z takich rzeczy. Może kogoś ucieszy...
Zdjęcia na szybko, nitki jeszcze nie pochowane, przy sztucznym świetle. Heh, ale takie albo żadne, więc proszę przymknąć oko na niedoskonałości :)

Najpierw na płasko:

I z wkładką mięsną :)



Proszę, trzymajcie za mnie kciuki jutro od 9:00. Będziecie pamiętać?

czwartek, 17 listopada 2011

Postępy magisterskie

Niestety znów bez zdjęć, bo nie mogę pokazać prac przed prezentacją ich komisji na obronie.
Łatwo wrzucić coś do sieci, ale trudno później udowodnić, że nie jest się wielbłądem i prezentowane prace naprawdę są autorstwa osoby, która się pod nimi podpisuje...


W każdym bądź razie mocno odczuwam pośpiech w tej chwili. Prace nad ostatnim wzorem postępują szybciej niż nad poprzednimi, ale przede mną jeszcze sporo pracy. Być może czeka mnie nawet noc nad matrycą, co wcale mnie nie cieszy...

Stan dyplomu na dzień dzisiejszy:
Linoryt 1 - 100% + odbitka na czysto
Linoryt 2 - 100%
Linoryt 3 - 40%
Linotyt 4 - 0% (do zrobienia po dopuszczeniu)
Linoryt 5 - 0% (do zrobienia po dopuszczeniu)

Do jutra do godziny 16:30, 3 matryce muszą być gotowe, bo od 17:00 do 20:00 mam dostęp do prasy drukarskiej i jest to termin nieprzekraczalny, bo w sobotę zabrać ze sobą muszę 3 odbitki na czysto.

Jeśli chodzi zaś o teoretyczną pracę magisterską, to gotowe do druku mam już 4 rozdziały - połowę z tych, które zaplanowałam, jednak objętościowo za mną już mniej więcej 2/3 pracy, bo pozostałe rozdziały będą krótsze od tych już napisanych. Z części pisemnej jestem nawet bardziej dumna niż z artystycznej... 

Powiem Wam jeszcze coś w sekrecie - wycinanie dobrze wpływa na nowe pomysły, bo ręce pracują, ale głowa ma wolne i może błądzić po antypodach, kombinować, wymyślać... Więc na pewno wiec nie będziecie się ze mną tu nudzić :)
Na razie tajemniczo, ale mam nadzieję, że wkrótce pojawią się już konkrety...

niedziela, 13 listopada 2011

Długi weekend wycięty z życiorysu

Dosłownie!

Przez 3 dni praktycznie nie wstawałam od biurka, nieustannie wycinając linoryty dyplomowe. Mam odciski na palcach, kilka razy cię przecięłam, na szczęście obyło się bez poważniejszych strat w ludziach i sprzęcie.  Bolą mnie stawy prawej dłoni. Wszystkie! Dokucza mi kręgosłup...

Dziś bez zdjęć, bo nie chce mi się już użerać z aparatem.

Stan na tę chwile:
Linoryt 1: 100%
Linoryt 2: 90%
Linoryt 3: 0%

Koniec tej nierównej walki w piątek.
Mam dość.
Idę wycinać... Do północy daleko...

piątek, 11 listopada 2011

Jesienna inspiracja - 25 sposobow noszenia szalika

Dziś tylko świetny filmik dla Was i uciekam wycinać linoryt:



Chcę sprawdzić ile mi się uda zrobić w ciągu jednego dnia, kiedy jestem wypoczęta, nie mam innych zaplanowanych zajęć i gdy nie będę się opieprzać, robić przerw, wykręcać się od roboty. Plan maximum: skończyć drugą matrycę, plan minimum: zbliżyć się do tego najbardziej jak się da.
Stan na teraz:
Linoryt 1: 100%
Linoryt 2: 50%
Linoryt 3: 0%

PS. W związku z tym, że jutro będę zaczynać nowy linoryt, to zrobię dla was kurs tej techniki krok po kroku, o co zostałam poproszona w komenarzach. Co Wy na to?

No to zabieram się do pracy. Trzymajcie za mnie kciuki!

PS 2 Byliśmy na spacerze i porobiliśmy zdjęcia - podmieniłam fotki w poście o rozdawnictwie liściastego kompletu - candy trwa jeszcze dość długo, więc zapraszam do udziału :)

sobota, 29 października 2011

Post dwuczęściciowy - stan prac rano i wieczorem

Dziś będę wycinać linoryt (lub linoryty, jeśli stracę cierpliwość do dłubaniny, która mi została przy jednym z nich). Stan na tę chwilę:
  • linoryt 1 - około 60%
  • linoryt 2 - 0 %
Linoryt 1 prezentuje się następująco - dla niewprawnego oka położone są na nim elementy wzoru, który pozostaje do wycięcia (w tle Centrum Sterowania Wszechświatem należące do Mojego Mężczyzny)
Wieczorem w tym miejscu pojawi się uzupełnienie z aktualnym zdjęciem, żeby można było zobaczyć jak wiele pracy można wykonać w ciągu jednego dnia. Przyznaję - dzisiejszy post jest bardziej dla mnie niż dla Was, bo potrzebuje motywacyjnego kopa, by pracować zawzięcie nad dyplomem.

Po całym dniu pracy matryca prezentuje się następująco:

Jestem zadowolona z postępów. Myślałam wprawdzie, że uda mi się zrobić więcej, ale nie najlepiej się czułam przez cały dzień, więc aż tak duże postępy i tak są dla mnie miłym zaskoczeniem. Jutro powinnam skończyć, bo im większe są białe elementy tym łatwiej i szybciej się nad nimi pracuje.

czwartek, 27 października 2011

Jesienna chandra

Nic specjalnego się nie stało. Brak wyraźnego powodu. A jednak smutek i beznadzieja dopadły mnie i nie chcą puścić.

 

Na dodatek jestem ciągle zapracowana, bo oprócz etatu nadrabiam pracę dyplomową i piszę magisterkę. A czasu jest tak mało, że nie wiem czy zdążę, co tylko dodatkowo mnie pogrąża, bo włożyłam w to już tak dużo energii... A że jeszcze istnieje taka szansa, że się uda, to nie mogę rzucić tego w kąt.

No i pogoda za oknem też nie pomaga...

Oglądam też ostatnio mnóstwo wspaniałych prac, podpatruję wielu niezwykłych twórców i ich świetne pomysły, i zamiast się tym radować i korzystać z inspiracji, czuję się przytłoczona. Wszyscy mają fajniejsze pomysły, lepsze prace i ich fotografie, piszą ciekawiej, więcej ludzi chce z nimi przebywać i rozmawiać. Nie czuję się wystarczająco dobra.
Wiem, że ilość komentarzy czy odsłon nie może być jakimkolwiek wyznacznikiem jakości, jednak nie potrafię na to nie patrzeć. Statystyki mówią mi przecież, że tu jesteście, jest Was nawet całkiem sporo, ale i tak mam wrażenie że mówię do ściany. I czasem zwyczajnie robi mi się przykro.

piątek, 21 października 2011

Kolejne projekty magisterskie

To już 6. dzień kiedy staram się blogować codziennie. Jestem zadowolona z efektów eksperymentu - rzeczywiście im więcej piszę, tym więcej mam pomysłów, łatwiej też mi znaleźć czas na kolejne posty. Taka rutyna się przydaje... Trzymajcie za mnie kciuki, żebym wytrwała jak najdłużej!

Byłam dziś w Opolu skonsultować ostatnie projekty, po całym dniu właśnie wróciłam do domu i tylko chcę się Wam pochwalić, że mój dyplom jest już kompletny- 5 pomysłów na grafiki zostało zaakceptowanych, teraz pozostaje mi tylko je wyciąć, odbić i oprawić. Zobaczcie projekty, a ja uciekam na dzisiejsze spotkanie robótkowe online, na które oczywiście zapraszam wszystkich chętnych.


Jutro postaram się napisać o moich dzisiejszych zakupach, bo mam się czym pochwalić :)
A teraz uciekam relaksować się przy drutach.

sobota, 8 października 2011

Różności robótkowe

Ostatni tydzień był w kwestii robótkowej całkiem udany - za oknem zrobiło się chłodniej, a mi wróciła chęć do dziergania, szycia i ogólnie rzecz biorąc tworzenia.

Zacznę od szala bananowego, z którego jestem naprawdę zadowolona. Przybyło go sporo - połowa w poprzedni piątek, gdy jechałam autobusem do domu, reszta w czasie wczorajszego spotkania robótkowego online. Dodatkowym miłym zaskoczeniem jest niesamowita wydajność włóczki (Jeans firmy YarnArt/ 55% bawełny, 45% akrylu/ 160m w 50g)  - w zeszłym tygodniu żałowałam, że wzięłam sobie tylko dwa kłębki na weekend, a okazuje się, że wciąż nie mogę skończyć pierwszego! Mam aż 6 kłębków, więc coś jeszcze będę mogła sobie z niej wydziergać. Na szal na pewno nie zużyję więcej niż 3 motki. W tej chwili szal wygląda następująco:



Drugą ważną rzeczą w tym tygodniu jest niespodziewany napad kreatywności, który zaowocował obrazem. Trochę czarnej i białej farby, trochę czasu w niedzielne popołudnie i oto jest obraz. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od jednego płótna o dziwnych proporcjach, które na dodatek było ubrudzone... Miałam obraz dokończyć, ugładzić, a w końcu schnąc "na widoku" tak mi przypadł do gustu, że powiesiłam go na ścianie między oknami i teraz wita każdą osobę wchodzącą do mieszkania. I świetnie tam pasuje!
Heh, a miał zasilić sklepik na Etsy...
Fotka obejmuje krawędzie okien, które ograniczają ten fragment ściany z obu stron oraz część Centrum Sterowania Wszechświatem, które należy do Mojego Mężczyzny. Pasuje tam, prawda?



W zeszłym tygodniu miałam też urodziny, ale moje tegoroczne prezenty były nierobótkowe, więc pochwalę się tylko ze dostałam od Mojego Mężczyzny wspaniały ekspres do kawy (o czym już niektórzy z Was wiedzą, bo pokazywałam go na Facebooku), a od przyjaciół poduchę z podstawką na laptopa i książkę. Rodzina jak zwykle się postarała i dostałam od nich wymarzony prezent w kopercie. Fotek nie będzie, chyba że chcecie (jakby co dajcie znać w komentarzach). Przy okazji chcę w tym miejscu wszystkim podziękować za pamięć i życzenia. Byłam naprawdę wzruszona faktem, że tyle osób, z którymi nigdy się nie spotkałam pamiętało...

Poza tym właśnie zabieram się za linoryty dyplomowe - na pierwszy ogień idzie ciemny budynek z poprzedniego posta. Ciekawa jestem ile zdołam z nim zrobić w ciągu dzisiejszego dnia i poniedziałku, które chcę przeznaczyć głównie na tę pracę. Na razie przenoszę wzór z papieru na linoleum.

A jutro jadę na wybory, bo nie zdążyłam dopisać się do spisu wyborców we Wrocławiu, wiec praktycznie cały dzień stracę na podróż do domu i z powrotem, ale nie wyobrażam sobie rezygnacji z głosowania... Pocieszające jest jedynie to, że na pewno przybędzie bananowego szala, bo lubię dziergać w trasie.


No i na koniec mam dwa ogłoszenia - pierwsze to candy u Dorothei, gdzie do zgarnięcia jest coś z owcy.


Drugi to wyprzedaż włóczkowa na szczytny cel u Scriptorii - zajrzyjcie tam koniecznie. Ja już wybrałam kłębki dla siebie, a Wy? Warto się pośpieszyć, bo nie zostało ich już wiele. Już we wtorek trafi do mnie Merino de lux w kolorze fioletowym oraz Merinos Fine o nieokreślonej zielonkawej barwie. Zobaczcie sami jakie śliczne (zdjęcia pożyczone od Scriptorii):





Ok, to już chyba będzie tyle na dziś. A co tam u Was?

piątek, 30 września 2011

Jesiennie

Nadeszła jesień...

Nie chce mi się dziergać. To co mam zaczęte najchętniej bym spruła (szczególnie Faery Ring do którego straciłam wszelkie ciepłe uczucia). I generalnie rzecz biorąc nie mam się czym pochwalić. No może poza szalem w kolorze bananowym, ale póki co nie ma go za wiele. Tak precyzyjnie rzecz biorąc to jest go o tyle:


Powoli przybywa też Haruni, ale to koszmarnie żmudna robota, bo włóczka jest cienka jak nić. Jakos straciłam serce do tego projektu, za bardzo mnie męczy, chociaż jestem pewna, że efekt końcowy będzie wspaniały.Póki co wygląda tak:


No i jak na złość z powodu wyjazdu nie będę mogła się wybrać na spotkanie robótkowe do Burtona w sobotę, a to już drugi miesiąc z z rzędu, kiedy coś mi nie pasuje. Może chociaż podziergam dziś przed komputerem, bo tradycyjnie Spotkanie robótkowe online na Facebooku odbywa się bez zakłóceń. 

Poza tym po wakacyjnej przerwie i różnych zawirowaniach nadszedł czas, kiedy koniecznie muszę wziąć się za pisanie pracy magisterskiej, jeśli chcę się obronić. Tutaj sytuacja jest jednak o tyle dobra, że sporo mam już zrobione. Trochę gorzej jest z realizacją dyplomu od nowa - spędza mi to sen z powiek, bo roboty co nie miara, a czasu na realizację coraz mniej. Na szczęście 2 projekty mam już zatwierdzone, linoleum też już mam, a dziś wzięłam wolne i zaczynam wycinać. Trzymajcie kciuki

Tym razem mniej wesołe i pozytywne wizje, bo i ja jestem już mniej pozytywnie i optymistycznie nastawiona do tego wszystkiego. Lubię takie postapokaliptyczne pejzaże, ruiny itp. Ciekawa jestem jak to się będzie prezentować na odbitkach. Póki co projekty: